
Szczerze nienawidzę typowej dla małych a może i większych miast tzw. fotografii ślubnej. Wszystkie te zdjęcia z podniesioną sukienką i odsłoniętą podwiązką, na tle gałązki w podmiejskim parku, na tle pobliskiego pałacyku itd, przyprawiają mnie o gęsią skórkę i wprawiają w osłupienie...
Żyjemy w 21 wieku, mamy dobrze wyedukowane społeczeństwo, więc do jasnej cholery - jak coś takiego może się podobać???
A się podoba... Podobnie jak obrazki z jeleniami na rykowisku...
Od jakiegoś czasu sam popełniam fotografię ślubną... Staram się, jak na razie mi się to udaje - nie powtarzać zdjęć, wyszukiwać ciekawe miejsca na plenery no i robić te zdjęcia poprawnie technicznie.

Czy mi to wychodzi?
Jak na razie klienci nie narzekają ;)
Mimo jednak wszystko- życzę wszystkim czytającym nieco zastanowienia... Czy fotograf bez asystenta może zrobić dobre zdjęcia w plenerze? Czy warto zatrudnić amatora, zamiast płacić fotografikowi?
I najważniejsze pytanie - które powinni sobie zadawać państwo młodzi - czy planuje więcej ślubów? Bo jeśli tak - to następnym razem już będzie można uniknąć tych błędów w wyborze fotografującego co teraz.